Dzielna walka Azotowców

Azoty-Puławy podjęły walkę z utytułowanym zespołem z Kielc w finale Pucharu Polski. Przez blisko 2/3 meczu były nawet zespołem nieco lepszym. Wszystko jednak skończyło się zgodnie z oczekiwaniami i PGE Vive Kielce, hegemon polskiej piłki ręcznej ostatnich lat, wygrał mecz finałowy i zdobył kolejny raz 10 rzędu krajowe trofeum.

Pierwsza połowa przebiegała dość niespodziewanie pod dyktando Azotów-Puławy. Wynik w pierwszej minucie otworzył Marko Panić, który w pierwszej odsłonie był jedną z najjaśniejszych postaci na parkiecie. W 6 minucie po raz pierwszy puławianie uzyskali dwubramkową przewagę – po golu Pawła Podsiadło było 4:2. Minęły trzy minuty i przewaga skazywanych na pożarcie Azotowców wzrosła do trzech trafień – po dwóch golach z rzędu Piotra Masłowskiego debiutanci w finale Pucharu Polski wygrywali 7:4. Kolejne minuty to gra bramka za bramkę z obu stron. Puławianie skutecznie kończyli swoje akcje, ale mimo niezłej gry w ofensywie nie byli w stanie zatrzymać kielczan. W 21 minucie udało się wykorzystać dobrą interwencję Vadima Bogdanova i dzięki trafieniu Panica Azoty-Puławy prowadziły już 15:11. Niestety wykluczenie Pawła Grzelaka i Mistrzowie Polski szybko zdobyli dwa gole niwelując różnicę – po skutecznym rzucie Mateusza Jachlewskiego było 15:13. Puławianie nie zamierzali dać się rozpędzić graczom PGE Vive. Znakomicie grający na kole Bartosz Jurecki przywrócił trzybramkowe prowadzenie (24 minuta – 16:13). Kolejny gol obrotowego puławian utrzymał jeszcze różnicę goli (25 minuta – 17:14), ale dwa kolejne ciosy wyprowadzili kielczanie. Po golach Jachlewskiego i Michała Jureckiego w 27 minucie PGE Vive złapało kontakt bramkowy – 17:16. Do końca pierwszej odsłony puławianie nie dali sobie wydrzeć wygranej, a po dwóch rzutach w końcówce Nikoli Prce na przerwę oba zespoły schodziły przy prowadzeniu Azotowców 18:16.

Pierwsze minuty drugiej połowy nie zapowiadały zmiany obrazu gry. Co prawda kielczanie zaczęli od kontaktowego gola Michała Jureckiego, ale w 35 minucie po golu Patryka Kuchczyńskiego Azotowcy odzyskali nawet trzybramkowe prowadzenie. Od tego momentu coraz trudniej przychodziło puławianom zdobywanie goli, a nawet dochodzenie do pozycji rzutowych. Poprawa gry w defensywie przez kielczan przełożyła się na wynik. Już w 39 minucie faworyt finału doprowadził do remisu po 24. Kolejne cztery minuty przyniosły trzy trafienia Kielczan przy zerowym dorobku Azotowców. W 43 minucie po golu Alexa Dujszebajewa PGE Vive prowadziło już 27:24. W tym okresie kielczanie grali dużo lepiej zarówno w ataku jak i w obronie. Swoje trzy grosze dorzucił także Sławomir Szmal, notując kilka bardzo ważnych interwencji. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 50 minucie PGE Vive prowadziło już pięcioma golami (26:31).

Ostatnie 10 minut zaczęło się od dwóch udanych interwencji bramkarzy – Szmala i Valentyna Koshovego  oraz skutecznej kontry zakończonej przez Jachlewskiego. W 52 minucie zanotowaliśmy już sześciobramkowe prowadzenie zespołu z Kielc. Zrezygnowani i zmęczeni puławianie nie byli już w stanie „powrócić” do gry i zgodnie z oczekiwaniami mecz zakończył się wygraną PGE Vive.

Zespół Azotów-Puławy może jednak swój debiut w finale Pucharu Polski zaliczyć do udanych, bowiem skazywani na pewną porażkę Azotowcy byli przez większą część meczu równorzędnym rywalem dla utytułowanej ekipy z Kielc.

Azoty-Puławy – PGE Vive Kielce 29:35 (18:16)
Azoty-Puławy: Koshovy, Bogdanov – Panić 9, B. Jurecki 7, Podsiadło 4, Łyżwa 3, Prce 2, Masłowski 2, Kuchczyński 1, Grzelak 1, Ostroushko 1, Gumiński, Seroka, Titow.
PGE Vive: Szmal, Ivić – Dujszebajew 7, Jachlewski 6, Bielecki 4, Strlek 4, Janc 4, Jurecki M. 3, Bombać 3, Aguinagalde 2, Zorman 1, Jurkiewicz 1, Kus, Mamić, Djukić.