Vive znów za mocne

Niespodzianki nie było. Mistrz Polski po raz kolejny okazał się za silny, choć dziś na pewno można było z gigantem powalczyć. Zabrakło trochę szczęścia, koncentracji i w kluczowych momentach zimnej głowy.

Od początku meczu widać było, że nie będzie to jednostronny mecz. Puławianie, którym bardzo potrzebne są punkty długo nie pozwalali zdziesiątkowanym kielczanom na uzyskanie przewagi. Z kolei Mistrzowie Polski, którzy w mocno okrojonym składzie przyjechali do Puław nie forsowali tempa. W efekcie długo oglądaliśmy wyrównane widowisko. W 10 minucie ku radości miejscowych kibiców celny rzut Mateusza Seroki dał Azotowcom prowadzenie 6:5. Od tego momentu trwała wymiana ciosów. Tak było do 18 minuty i stanu 10:10.  Dwa wykluczenia w zespole gospodarzy kielczanie wykorzystali bezlitośnie. W ciągu kolejnych 180 sekund zbudowali sobie trzybramkową przewagę – po golu bezbłędnego w ataku Mariusza Jurkiewicza było 10:13. Niemal do końca pierwszej połowy utrzymywała się 2-3-bramkowa przewaga Vive, która tylko w 28 minucie po kolejnym trafieniu Seroki zmalał do jednego gola (15:16).

Przez pierwszy kwadrans drugiej odsłony trwała gra “bramka za bramkę”. Ani goście, ani gospodarze nie byli w stanie zmienić 2-3-bramkowej przewagi ekipy z Kielc.  Cały czas licznie zgromadzona w puławskiej hali publiczność mogła liczyć na niespodziankę. Marzenia rozwiały sie między 47 a 50 minutą. Wówczas utytułowani goście. Wówczas po trafieniach Bartłomieja Bisa, Luki Cindrica i Jurkiewicza Vive wyszło na pięciobramkowe prowadzenie (25:30). Tej przewagi ekipa z województwa świetokrzyskiego już nie oddała i po raz kolejny komplet punktów pojechał do Kielc.

Azoty-Puławy – PGE Vive Kielce 30:35 (15:17)
Azoty-Puławy: Koshovy, Borucki – Panić 7, Podsiadło 7, Rogulski 4, Gumiński 3, Seroka 3, Jarosiewicz 2, Łyżwa 2, Kasprzak 1, Masłowski 1, Matulić, Grzelak, Titow, Prce,  Kaleb.
PGE VIVE: Ivić, Cupara – Jurkiewicz 8, Moryto 6, Karalok 5, Aginagalde 4, Mamić 4, Cindrić 4, Janc 3,  Bis 1, Jachlewski, Fernandez Perez.