Dawid Dawydzik: Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a Polacy w końcu w nas uwierzyli

Dawid Dawydzik i Rafał Przybylski przebywają na Mistrzostwach Świata w Egipcie. Dziś odbędzie się tzw. mecz o wszystko – reprezentacja Polski zagra  z  Węgrami i chcąc liczyć się w walce o ćwierćfinał, musi to spotkanie wygrać. O  nastawieniu przed meczem,  oczekiwaniach,  turnieju w Egipcie, transmisji meczów i atmosferze w kadrze rozmawiamy z  kadrowiczami, którzy na co dzień reprezentują barwy Azotów-Puławy.

Po meczu z Hiszpanią, gdzie każdy stawiał Was na straconej pozycji, a Wy walczyliście jak równy z równym, przegrywając dosłownie w ostatnich sekundach przy kontrowersyjnych decyzjach sędziów, kolejnym rywalem była Brazylia, którą, mówiąc kolokwialnie zniszczyliście na boisku. Po meczu z Hiszpanią uwierzyliście, że możecie osiągnąć bardzo dużo, czy stało się to już dużo wcześniej?

Dawid Dawydzik: Na pewno w meczu z Hiszpanią nie byliśmy faworytami, ale dobrze wiedzieliśmy, że możemy z nimi walczyć jak równy z równym i wygrać. To pokazał też mecz, który graliśmy z nimi rok temu na turnieju w Talaverze, gdzie przegraliśmy także nieznacznie – dwoma bramkami, ale zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Nie będę odnosił się do kontrowersyjnych decyzji sędziów, bo tak naprawdę mogliśmy wygrać ten mecz bez ich udziału. Hiszpania jest tak doświadczonym zespołem, że lepiej wytrzymali ostatnie minuty meczu i to oni odnieśli zwycięstwo.

Mecz z Brazylią wygraliśmy dziesięcioma bramkami. Można powiedzieć, że nikt się tego nie spodziewał, ale ten wcześniejszy pojedynek z Hiszpanią dał nam przysłowiowego „kopa”, który nas tak zmobilizował, że zagraliśmy spotkanie perfekcyjne. Stąd taki wynik. Już po wcześniejszych meczach uwierzyliśmy w siebie i swoje umiejętności, kiedy zaczęliśmy wygrywać i zespół zmienił się o 180 stopni.

Rafał Przybylski: Mecz z Hiszpanią był najtrudniejszym pojedynkiem w tej grupie. Wyszliśmy na boisko, zaczęliśmy się bić i przełożyło się to na rozwój wydarzeń na boisku. Graliśmy z nimi jak równy z równym. Na koniec bardzo żałowaliśmy, że nie udało nam się wygrać tego meczu.

Awansowaliście do kolejnego etapu Mistrzostw Świata z dwoma punktami. Spodziewaliście się takiego rezultatu?

DD: Na pewno się tego spodziewaliśmy. Byliśmy tak naprawdę nastawieni na każdy scenariusz. Wiedzieliśmy, że naszym obowiązkiem jest wygranie z Tunezją i wyjście z grupy. Po meczu z Tunezją zagraliśmy kolejne dobre spotkanie, a nawet dwa dobre spotkania. Mamy awans i z tego się cieszymy.

RP: Awansowaliśmy z dwoma punktami, ale jak już wcześniej wspominałem, żałowaliśmy, że nie awansowaliśmy z czterema, bo zwycięstwo z Hiszpanią było na wyciągnięcie ręki. Dobrze, że w kolejnym meczu swoją postawą pokazaliśmy, że mecz z Hiszpanią nie był tylko jednorazowym wyskokiem.

Telewizja Polska dopiero po tym jak wyszliście z grupy zakupiła prawa do transmisji Waszych meczów. Mimo braku transmisji w TV, kibice oglądali Was w Internecie, a Wasze spotkania cieszyły się największą popularnością na YouTube IHF Competitions. Widać, że polscy kibice są spragnieni nie tylko meczów piłki ręcznej, ale także sukcesów reprezentacji. Jesteście gotowi na to, by zaspokoić oczekiwania Polaków?

DD: Niestety Polacy nie mogli śledzić naszych zmagań od początku w Telewizji Polskiej. Na pewno czuliśmy rozgoryczenie, ale jak zobaczyliśmy potem ile osób oglądało transmisje naszych meczów na YouTube i że te mecze mają największą popularność, to na pewno zmobilizowało nas to do jeszcze lepszej gry.

Masz rację, widać, że polscy kibice są spragnieni nie tylko meczów, ale także sukcesów, bo wiadomo ile osób w nas nie wierzyło. Zaczynając od remisu z Kosowem i praktycznie po wygranych dwoma bramkami z Izraelem, dużo kibiców skazywało nas na pożarcie na tych mistrzostwach. Nasza gra wyglądała już lepiej na Mistrzostwach Europy, ale nie zadowalało nas ładne przegrywanie meczów. Chcieliśmy wygrywać każde kolejne spotkanie, niezależnie czy jedną bramką, dwoma, czy dziesięcioma, liczyło się tylko zwycięstwo.

Na pewno byliśmy zdenerwowani, jednak ta popularność naszych meczów na YouTube i pozytywne komentarze po wygranych obudziły w naszej drużynie chęć wygrywania i zaspokajania potrzeb Polaków. Polacy w końcu w nas uwierzyli.

RP: Bardzo dobrze, że odblokowali kanał na YouTube i kibice mogli oglądać, bo Mistrzostwa Świata to fajny turniej, który zadowoli każdego sympatyka piłki ręcznej. Cieszymy się, że telewizja wykupiła prawa do transmisji meczów, bo dzięki temu jeszcze większa rzesza fanów będzie mogła oglądać nasze mecze i nam kibicować.

W kolejnej fazie turnieju gracie z Urugwajem, Węgrami i Niemcami. Starcie z Urugwajem było formalnością – odnieśliście pewne zwycięstwo. Wiemy już, że Hiszpanie pokonali Niemców, wobec tego, aby wejść do ćwierćfinału, musicie pokonać reprezentację Węgier. Będzie to dla Was tzw. mecz o wszystko. Jak nastawiacie się na ten pojedynek? Rośnie presja i oczekiwania?

DD: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. W kolejnej fazie turnieju starcie z Urugwajem wygraliśmy wysoko, chociaż nie zagraliśmy najlepszego meczu. Zwycięstwo to zwycięstwo, dopisaliśmy kolejne dwa punkty do tabeli. Hiszpania pokonała Niemców i  gramy teraz mecz o wszystko. Musimy wygrać z Węgrami, żeby dalej liczyć się w grze o ćwierćfinał. Na pewno wyjdziemy na boisko i zrobimy wszystko, żeby go wygrać. Wiemy, że jesteśmy w dobrej formie i jak nie teraz, to kiedy? Na pewno też rośnie presja i oczekiwania kibiców, bo kiedy kadra gra dobrze, każdy kibic chce, żeby wygrywała kolejne mecze i żeby ta dobra passa trwała. Działa to w dwie strony. My tak samo chcemy wygrywać, wiemy na co nas stać, wiemy jaką jesteśmy drużyną. Na pewno będzie to ciężki mecz z rywalem najtrudniejszym jak dotąd. Wszystko rozstrzygnie się na boisku. My ze swojej strony możemy obiecać, że zrobimy wszystko, żeby odnieść zwycięstwo.

RP: Reprezentacja Urugwaju dopiero rozpoczyna poważne granie w piłkę ręczną, jednak był to mecz o dziwo nie aż taki łatwy jak nam się wydawało. Najważniejsze, że odnieśliśmy spokojne zwycięstwo. Nie powiedziałbym, że rośnie presja. To bardziej chęć wygrania tego meczu i awansowania do dalszego etapu turnieju. Na pewno wyjdziemy na boisko i w tych dwóch kolejnych meczach damy z siebie wszystko, żeby awansować do ćwierćfinału.

Reprezentacja Polski rodzi się na nowo. Na boisku panuje świetna atmosfera. Czy poza boiskiem też tak jest?

DD: W Internecie krąży dużo komentarzy, że kiedyś były Orły Wenty, a teraz są Orły Rombla. To nie jest przypadek. Jesteśmy tak zgraną paczką, nie tylko na boisku, ale też poza nim. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, atmosfera jest świetna, każdy się dogaduje i naprawdę tworzymy bardzo silny monolit. Drużyna to nie tylko sami zawodnicy, ale też sztab szkoleniowy. Jest z nami dziesięć osób, które dbają o nasze przygotowanie fizyczne i psychiczne. Jest kierownik, analityk wideo, trzech trenerów i z każdym z nich mamy świetne relacje. Nie tylko spędzamy ze sobą czas na boisku, ale także poza nim, oglądając mecze, pijąc kawę, jedząc posiłki, dosłownie wszystko robimy razem.

RP: Po miesiącu przebywania razem nie ma żadnych zgrzytów, to świadczy o tym, że naprawdę mamy dobrą atmosferę.

Na co dzień gracie w różnych klubach w Superlidze, a niektórzy z Was poza granicami Polski. Nie przeszkadza Wam to w tym, żeby tworzyć ze sobą zgrany kolektyw?

RP: Znamy się z superligowych parkietów i nie pierwszy raz jesteśmy ze sobą w jednej drużynie. Nie przeszkadza nam to, że ktoś gra gdzieś indziej niż reszta. Ta ekipa naprawdę jest świetnie zgrana zarówno na boisku, jak i poza nim.

Gracie razem w jednym klubie, jesteście razem w kadrze narodowej. W Egipcie dzielicie też jeden pokój? Nie macie już siebie dość? 😉

Niestety ja z Rafałem nie dzielimy wspólnego pokoju przez obostrzenia spowodowane koronawirusem, ale nie mamy siebie dość… chociaż czasami jednak mamy siebie dość!  Spędzamy ze sobą razem czas od 15 grudnia. Co prawda po drodze były święta, ale tylko dwa dni i więcej czasu spędziliśmy w sumie w trasie, niż z rodzinami. Mieliśmy nawet wspólnego sylwestra. Można powiedzieć, że jesteśmy osobno wtedy, kiedy śpimy. Ale wytrzymujemy to i jeżeli mamy dalej tak grać i zajść daleko, to mógłbym spędzić z tą drużyną kolejny miesiąc.

RP: Nie jestem z Dawidem w pokoju i jeszcze nie mamy siebie dosyć (śmiech).

Jak wyglądają Mistrzostwa od strony organizacyjnej? Czytałam, że macie codziennie testy PCR, kolacje w pudełkach, wydzielone ścieżki na zewnątrz hotelu, którymi tylko możecie spacerować. Jest jeszcze coś, o czym możecie opowiedzieć?

DD: Wydaje mi się, że Egipt podołał wszystkim obostrzeniom. To prawda, codziennie mamy testy PCR, są wydzielone ścieżki na zewnątrz hotelu, których nie możemy przekraczać, mamy codziennie sprzątane i dezynfekowane pokoje, każdy chodzi w maseczkach. Podporządkowanie się panującym obostrzeniom ma dobry wpływ – u nas w drużynie nie ma żadnych zakażeń i odpukać podobnie jest w innych zespołach. Wcześniej były jakieś przypadki, ale to na początku Mistrzostw, kiedy drużyny przylatywały i to wtedy działy się różne rzeczy. Teraz jednak nie ma więcej zakażeń, organizacja jest na bardzo wysokim poziomie. Egipt sprostał oczekiwaniom zawodników i organizatorów i wszystko jest fajnie.

RP: Kolacja w pudełkach jest tylko po meczach. Kiedy rozgrywaliśmy spotkania o 21:30 (czasu miejscowego, przyp. red.), do hotelu wracaliśmy bardzo późno i dlatego dostawaliśmy pudełka. W dni, kiedy nie gramy meczów kolacja jest normalnie na stołówce, mamy swoją salę. Strefy o których mówisz bardziej oddzielają następny hotel, w którym być może mieszka jakaś drużyna lub sędziowie. Nie jest to nie wiadomo jak mały teren, żeby nie mieć się gdzie poruszać. Organizacyjnie jest wszystko świetnie przygotowane.

Dawid, na Twojej pozycji rywalizujesz z Patrykiem Walczakiem i Maciejem Gębalą i do tej pory z Waszej trójki to Maciek najwięcej czasu spędzał na boisku. W meczu z Urugwajem dostałeś w końcu więcej czasu na parkiecie. Czy jesteś zadowolony ze swojego występu?

DD: Jeżeli Maciek ma dalej grać tak, jak do tej pory, to ja mogę siedzieć na ławce (śmiech). Wiadomo, że każdy chciałby grać jak najwięcej, bo po to się trenuje żeby grać. Jestem zadowolony, jeśli spędzam na parkiecie dziesięć, piętnaście czy nawet pięć minut i mogę dołożyć cegiełkę do zwycięstwa. Tak jak wspominałem, Maciek jest w świetnej dyspozycji, rzuca bramki, doskonale radzi sobie w środku obrony współpracując ze swoim bratem, Tomkiem. Jeżeli on ma tak grać, ja nie mam nic przeciwko temu, że on spędza więcej czasu na boisku, bo piłka ręczna jest sportem drużynowym.

Nie chcę mówić, że mecz z Urugwajem był formalnością, ale musieliśmy go wygrać. Wiemy jaką drużyną jest Urugwaj. Dostałem swój czas na parkiecie i starałem się go wykorzystać jak najlepiej. Nie ma co więcej rozpisywać się na temat tego spotkania, ono się po prostu odbyło, inkasujemy kolejne dwa punkty.

Rafał, widać, że trener Patryk Rombel stawia na Ciebie w przypadku obrony, a w ataku więcej gra Maciej Majdziński – czy od początku takie były założenia wobec Was?

Uzupełniamy się z Maćkiem Majdzińskim. Na boisku mamy różne zadania do wykonania, które da nam trener. Myślę, że współpraca między nami układa się dobrze.