M.Zembrzycki: na co dzień nie doceniamy tego, że możemy swobodnie oddychać

Mateusz Zembrzycki wrócił do treningów po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej koronawirusem. O ciężkim przebiegu choroby, szkodach, jakie Covid-19 wyrządza w organizmie, aktualnej formie i pierwszych dniach po kwarantannie porozmawialiśmy z bramkarzem Azotów-Puławy.

Najważniejsze pytanie: jak się czujesz?

Mateusz Zembrzycki: Czuję się już zdecydowanie lepiej. Powoli wracam do zdrowia, ale moja kondycja fizyczna jest jeszcze w słabym stanie. Będziemy pracowali nad nią dopiero wtedy, kiedy otrzymam wszystkie wyniki przeprowadzonych niedawno badań. Na razie trzeba czekać. Myślę, że z biegiem czasu kondycja będzie wracać do stanu z przed choroby.

Za Tobą ponad miesiąc bez regularnych treningów. Na początku nie był to jednak koronawirus… od czego się wszystko zaczęło?

Zaczęło się od tego, że po prostu słabiej się poczułem, powiedziałem trenerom i fizjoterapeutom i odesłano mnie do domu. Na początku myślałem, że to zwykłe przeziębienie, w końcu mamy jesień. Po kilku dniach jednak wraz z narzeczoną straciliśmy smak i wiedzieliśmy już, że to niestety jest koronawirus, co potwierdziliśmy przez zrobienie testów.

Kiedy poczułeś objawy, które mogły świadczyć o zakażeniu koronawirusem?

Po około pięciu dniach po tym, jak zacząłem się słabiej czuć pojawiły się typowo koronawirusowe objawy – utrata smaku i węchu.

Jak przebiegała choroba w Twoim przypadku?

Od początku ciężko przechodziłem tę chorobę. Słyszałem o przypadkach, kiedy ludzie przechodzą koronawirusa bezobjawowo oraz o takich, że niektórzy lądują w szpitalach i walczą o życie. U mnie było po środku – strasznie bolała mnie głowa, miałem problemy z oddychaniem. Brak smaku i węchu może nie był uciążliwy, ale to na pewno też dobijało człowieka. Narzeczona miała bardzo podobne objawy do moich. Problemy z oddychaniem były najgorsze i ta bezradność, kiedy chcieliśmy zrobić coś w mieszkaniu, na przykład wziąć odkurzacz i poodkurzać, a nie byliśmy w stanie. Zwykłe przejście z kanapy do łazienki bez zadyszki graniczyło z cudem. Na długo zapamiętam ten czas. Na co dzień nie docenia się tego, że można swobodnie oddychać. Dopiero wtedy, kiedy jesteśmy chorzy, doceniamy momenty z przed czasów choroby, kiedy można było wyjść z domu, czy normalnie oddychać.

Czy mimo pozytywnego wyniku testu starałeś się wykonywać w domu jakiś trening, żeby podtrzymać formę, czy może miałeś absolutny zakaz wysiłku fizycznego? Jak spędzałeś kwarantannę?

Szczerze mówiąc, po otrzymaniu pozytywnego wyniku testu początkowo pomyślałem sobie „dobra, choroba chorobą, ale trzeba się trochę poruszać”. Po pierwszych dwóch ćwiczeniach po prostu nie byłem w stanie podnieść się z podłogi i wtedy doszliśmy z trenerami do wniosku, że to nie ma sensu, bo prawdopodobnie moje serce jest dosyć mocno obciążone. Zrezygnowałem z podejmowania dalszych prób treningów i odpoczywałem. Kwarantannę spędziłem na oglądaniu meczów, które się odbywały, graniu na komputerze, czy oglądaniu filmów.

Kto pomagał Wam w czasie kwarantanny, kiedy nie mogliście wychodzić z domu, a zatem podstawowe sprawy, takie jak zakupy?

Duże podziękowania kieruję w stronę Antoniego Łangowskiego, bo bardzo pomagał nam w tym trudnym czasie. Na każde nasze prośby związane z zakupami i nie tylko reagował bardzo szybko. Dobrze sprawdzała się także oferta sklepu Carrefour, gdzie można zrobić listę zakupów, zapłacić online i skorzystać z opcji dowozu pod drzwi mieszkania. Nieraz zdarzało się, że czegoś brakowało, ale to już nieważne. Najważniejsze, że była taka opcja.

Kwarantannę zakończyłeś 8 listopada. Co poczułeś, kiedy po tylu dniach siedzenia w domu mogłeś w końcu wyjść na zewnątrz, pospacerować?

Poczułem ogromną ulgę i … obowiązek, że w końcu muszę iść i wyrzucić śmieci z balkonu, bo przez tak długi czas trochę się ich tam nazbierało. Od razu po zakończeniu kwarantanny powiedzieliśmy sobie z narzeczoną, że idziemy na długi spacer i nie wracamy do domu do wieczora. Spacerowaliśmy i cieszyliśmy się świeżym powietrzem, aczkolwiek może nie do końca, bo ograniczały nas trochę maseczki. Najważniejsze dla nas było to, że mogliśmy wyjść z domu.

Jak wygląda w tej chwili Twoja forma fizyczna? Czy odczuwasz jakieś powikłania po chorobie?

Odczuwam dosyć mocno powikłania po chorobie, zwłaszcza podczas wysiłku fizycznego. Przeszedłem szereg badań, które mają pokazać, czy moje serce mocno ucierpiało. Byłem w Warszawie w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej, gdzie zrobiono mi morfologię krwi, badanie moczu i EKG. Czeka mnie jeszcze tomografia komputerowa płuc w Lublinie. Czekam na telefon od lekarza z Warszawy, żeby omówić wyniki badań. Prawdopodobnie w piątek będę wiedział więcej.

Czy możesz w tej chwili normalnie trenować?

Na razie mogę jedynie spacerować, czy rozciągać się na treningach, ale nie jestem w stanie jeszcze wrócić do zajęć z drużyną.

Oznacza to, że trenerzy nie będą mogli skorzystać z Twoich usług w najbliższym meczu z Orlen Wisłą Płock?

Chodziły takie słuchy, że mogę jechać z drużyną do Płocka, ale zastanawiamy się, czy jest sens. Dojdzie do tego stres związany z meczem i mój oddech będzie jeszcze bardziej płytki, niż jest w tej chwili. Raczej trenerzy nie będą stawiali na mnie w najbliższych meczach.

Spodziewałeś się, że koronawirus może wywołać tyle szkód w ciele zdrowego sportowca? Czy masz jakieś rady dla kibiców, innych zawodników?

Jeszcze w początkowej fazie pandemii, w marcu, kiedy zawieszone zostały rozgrywki i zamknęli nas w domach byłem sceptycznie nastawiony. Myślałem wtedy, że to jest po prostu jakaś odmiana grypy, nie ma co przesadnie panikować. Z biegiem czasu jednak, cała sytuacja robiła się bardzo poważna, wszędzie mówiło się tylko o koronawirusie, ludzie walczyli o życie w szpitalach. Wtedy naprawdę człowiek zaczął coraz bardziej o tym myśleć, żeby chodzić w maseczce, dezynfekować ręce i zachowywać dystans. Niestety mimo tego wszystkiego, nie ustrzegłem koronawirusa. Nie spodziewałem się, że sportowcy będą tak ciężko przechodzić tę chorobę. Chciałbym powiedzieć tym wszystkim ludziom, którzy w to nie wierzą i śmieją się z tego, że ktoś chodzi w maseczce, że z koronawirusem nie ma żartów. Jeśli zdrowego sportowca może powalić na kolana i powrót do formy z przed choroby bardzo się przeciąga, to jest to poważna sprawa. Zachęcam wszystkich, żeby stosowali się do obostrzeń wprowadzonych przez rząd, bo tylko wtedy, kiedy wszyscy będziemy naprawdę przestrzegać tych zasad, mamy szansę na wyjście z pandemii i normalne funkcjonowanie.

Czy ktoś z naszej drużyny oprócz Ciebie też tak ciężko przechodził koronawirusa?

Z tego co wiem, to zarówno w innych drużynach jak i w naszej rzadko kiedy zdarzało się, żeby któryś zawodnik tak poważnie przechodził tę chorobę i żeby tak mocno odbiła się na zdrowiu. Większość piłkarzy ręcznych przechodzi bezobjawowo, albo odczuwa lekkie dolegliwości, takie jak utrata smaku czy węchu. Po kwarantannie wracają do treningów i czują się tak, jakby nigdy nie byli chorzy. Z drugiej strony jednak, jest także kilku chłopaków, którzy ciężko przeszli koronawirusa. Nie ma żadnej reguły, że ciężki przebieg choroby występuje tylko u osób starszych, wszystko zależy od organizmu danego człowieka.