Męczarnie lidera. Azoty-Puławy dopiero w końcówce wygrywają minimalnie z Piotrkowianinem

Mało kto spodziewał się, że meczu lidera rozgrywek i trzeciej od końca drużyny w tabeli mogą być takie emocje. A jednak. Grające na własnym parkiecie Azoty-Puławy dopiero w ostatniej minucie przechyliły szalę wygranej z Piotrkowianinem na swoja stronę.

Pierwszy kwadrans czwartkowego pojedynku to wymiana ciosów. Wynik otworzyli w trzeciej minucie goście, za sprawa skutecznego rzutu Marcina Tórza. Chwilę później odpowiedział Dawid Dawydzik i taka wymiana ciosów – gol za gol – toczyła się do 15 minuty. Od stanu po siedem przewagę uzyskali goście. Trzy gole z rzędu, autorstwa Marcina Matyjasika, Filipa Surosza i Grzegorza Sobuta – dały przyjezdnym prowadzenie 10:7. Uskrzydleni takim wynikiem goście utrzymywali przewagę i zakończyli pierwszą odsłonę wygraną 18:15.

Po zmianie stron niewiele się zmieniało. Miejscowi wciąż grali wolno, pasywnie i „bez zęba” w obronie. Co prawda po czterech minutach i golu powracającego po kontuzji Rafała Przybylskiego puławianie doprowadzili doi remisu, ale już w 41 minucie tracili do rywali aż cztery gole (19:23). Kiedy sześć minut później trzy z rzędu trafienia Surosza wysforowały gości na sześciobramkowe prowadzenie (21:27) widmo porażki lidera rozgrywek zaczęło nabierać realnych kształtów. Nie wiadomo jak potoczyłyby się losy tego meczu, gdyby nie przypomniał o swoim talencie najmłodszy bramkarz Azotów-Puławy – Wojciech Borucki. To właśnie udane interwencje wychowanka puławskiego klubu dały starszym kolegom z pola impuls do walki. W ostatnich ośmiu minutach puławianie skorzystali z udanych interwencji Boruckiego i ze stanu 25:29 doprowadzili do remisu po 30. Wydaje się, że w ostatnich minutach goście wyczekiwali na zakończenie gry i zagrali zbyt pasywnie w ataku. Również ostatnia akcja przyjezdnych nie przyniosła podopiecznym Bartosza Jureckiego gola i swoją szansę na wygranie meczu otrzymali puławianie. Trener Lars Walther poprosił o czas, ustawił ostatnią akcję, którą celnym rzutem zakończył Michał Szyba, dając miejscowym minimalne, wywalczone z niezwykłym trudem zwycięstwo.

Azoty-Puławy – Piotrkowianin 31:30 (15:18)

Azoty-Puławy: Bogdanov, Borucki – Jurecki 6, Akimenko 5, Szyba 4, Gumiński 4, Podsiadło 3, Rogulski 3, Dawydzik 3, Przybylski 2, Kowalczyk 1, Łangowski.

Piotrkowianin: Ligarzewski, Kot 1 – Matyjasik 7, Sobut 7, Surosz 5, Jędraszczyk 2, Swat 2, Mosiołek 2, Tórz 2, Pacześny 2, Kaźmierczak.