Orlen Wisła Płock zdeklasowała Azoty-Puławy

Słabo, a nawet bardzo słabo zaprezentowała się ekipa Azotów-Puławy na tle wicemistrzów Polski w sobotnim meczu PGNiG Superligi. Myślący poważnie o medalu puławianie zostali brutalnie ściągnięci na ziemię przez zespół z Orlen Wisłą Płock. Nafciarze wygrali w Puławach 9 golami, prowadząc momentami nawet dwucyfrową ilością goli.

Mecz rozpoczął się fatalnie dla miejscowych. W pierwszych pięciu minutach gole zdobywali tylko płocczanie – najpierw dwa trafienia zapisał na swoim koncie obrotowy Jeremy Toto. Na początku czwartej minuty na podwójną kare sędziowie odesłali Michała Jureckiego. Puławianie nie byli w stanie poradzić sobie w ataku, tracąc piłkę lub rzucając nieskutecznie. Tymczasem goście wykorzystali osłabienie perfekcyjnie i w szóstej minucie po golu Lovro Mihica prowadzili 5:0. W tym momencie o czas poprosił trener puławian Robert Lis.

Po minutowej przerwie Azotowcy zaczęli nieco pewniej grać w ataku. W siódmej minucie wynik po stronie miejscowych otworzył Bartosz Kowalczyk, który był autorem również dwóch kolejnych trafień miejscowych. W 10 minucie strata zmalała do trzech goli – 3:6. Jeszcze bardziej Azoty-Puławy zbliżyły się do Orlenu w 19 minucie, kiedy po czwartym trafieniu Kowalczyka było 7:9. Wydawało się zatem, że gospodarze pójdą za ciosem i przed przerwą postarają się odrobić straty. Tymczasem agresywna obrona Orlen-Wisły wymusiła błędy na puławianach. Swoje trzy grosze dorzucił także Adam Morawski. Koledzy reprezentacyjnego bramkarza Polski grali w ataku dużo pewniej od Azotowców. Już w 21 minucie po golu Zoltana Szity było 7:11. 3-4-bramkowa przewaga gości utrzymywała się do ostatniej minuty pierwszej połowy, kiedy kolejne trafienie Szity ustaliło wynik pierwszej połowy, dający nafciarzom pięciobramkową przewagę. Puławianie mogli jeszcze zmniejszyć straty, tym bardziej, że ostatnie 26 sekund grali z przewagą zawodnika. Błąd Michała Jureckiego w ataku zniweczył te szanse i był niejako podsumowaniem nerwowej i obarczonej dużą ilością błędów pierwszej połowy w wykonaniu Azotów-Puławy.

Druga połowa znów lepiej rozpoczęła się dla gości. W 34 minucie po kolejnym skutecznym rzucie Toto było 10:17. Ostatnia nadzieja w zespole z Puław i jej kibicach zaświtała w 36 minucie, kiedy po trafieniu Andrija Akimenko strata puławian wynosiła znów pięć goli. Od tego momentu goście zaczęli punktować ekipę Roberta Lisa. W 41 minucie pewnie w ataku i agresywnie w obronie grający nafciarze wygrywali już 21:13, a sześć minut później po golach najskuteczniejszego na parkiecie Przemysława Krajewskiego i Niko Mindeghii przewaga płocczan wzrosła do 10 goli 15:25. W tym momencie mecz był oczywiście rozstrzygnięty i w ostatnim kwadransie momentami oglądaliśmy „wesołą” piłkę ręczną. Zdecydowanie jednak weselej było gościom, którzy mieli już zapewnione trzy punkty – w gorszych humorach byli puławianie, którzy na tle Orlenu-Wisły Płock wyglądali momentami jak nieporadni juniorzy.

Azoty-Puławy – Orlen Wisła Płock 24:33 (10:15)
Azoty-Puławy:
Bogdanov, Zembrzycki 1 – Kowalczyk 6, Akimenko 5, Przybylski 2, Jurecki 2, Dawydzik 2, Gumiński 2, Rogulski 1, Łangowski 1, Podsiadło 1, Jarosiewicz 1, Szyba,  Seroka.
Orlen Wisła: Morawski, Stevanovic – Krajewski 8, Toto 6, Szita 5, Mihić 5, Mindeghia 3, Daszek 2, Ruiz 2, Komarzewski 2, Fernandez, Dutra, Terzic,  Stenmalm.