Powiało optymizmem. Równy mecz Azotów-Puławy z Mistrzem Polski

Wiedząc o sile naszego dzisiejszego rywala, traktujemy mecz z Azotami-Puławy jak spotkanie w Lidze Mistrzów – powiedział przed meczem Talant Dujshebaev, trener Łomży Vive Kielce. I choć wydawało się, że jest to tylko dyplomatyczna kurtuazja, to jednak okazało się, że puławianie potrafili zmusić Mistrzów Polski do maksymalnego wysiłku. I choć może gra odbiegała od poziomu najlepszych rozgrywek na świecie to jednak ostateczny wynik – jednobramkowa wygrana kielczan – bardziej przypomina starcia Łomży Vive z Ligi Mistrzów, niż z PGNiG Superligi.

Pierwsza połowa była, przynajmniej pod względem wyniku, lepsza dla Azotów-Puławy w porównaniu ze spotkanie z Orlen Wisłą Płock. W pierwszych pięciu minutach obydwa zespoły zdobyły po dwa gole. Później mieliśmy nieskuteczne rzuty Andrija Akimenko, Dawida Dawydzika, Michała Szyby i Bartosza Kowalczyka oraz dwie straty po stronie puławian co szybko przełożyło się na „odjazd” kielczan na cztery trafienia (11’ 6:2). Puławianie mieli bardzo duży problem ze sforsowaniem obrony 5-1, w której rozgrywającym Azotów-Puławy przeszkadzał Arkadiusz Moryto. Z kolei w obronie zbyt często goście zostawiali zbyt dużo miejsca za plecami i piłka bezkarnie dochodziła do koła z czego padały łatwe bramki. Kolejne minuty to jednak dużo błędów również ze strony Łomży Vive Kielce i niezła postawa w bramce Vadima Bogdanova. To sprawiło, że mimo wciąż nie najlepszej gry w ataku Azotowcy utrzymywali stratę do rywali na poziomie 3-4 goli. Dopiero w 20 minucie gol Alexa Dujshebaeva dał miejscowym pięć bramek przewagi (10:5). Jeszcze na minutę przed końcem pierwszej połowy Vive wygrywało taką właśnie różnicą goli (13:8), ale nadzieję na drugie 30 minut tchnął w puławian najpierw Dawid Dawydzik, a następnie Piotr Jarosiewicz, kończąc skutecznie kontratak. Już po końcowej syrenie trzecią próbę Sigvaldi Gudjonssona z 7 metrów zatrzymał wreszcie Bogdanov i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku, który niczego jeszcze ostatecznie nie rozstrzygał.

Po zmianie stron Azotowcy postanowili napsuć Mistrzom Polski krwi. Ciężar gry w ataku wziął na siebie Rafał Przybylski, który w 5 minut zdobył cztery gole i utrzymywał puławian na stracie nie większej niż trzybramkowa. Niestety w 37 minucie po nieskutecznych rzutach Kowalczyka i Akimenki oraz czwartym w tej połowie golu Szymona Sićki miejscowi wygrywali już 19:14. Azotowcy wcale nie zamierzali jednak składać broni. Znów nieźle między słupkami radził sobie Bogdanov, kolejne udane akcje w ataku zaliczał Przybylski i w 42 minucie po trafieniu Rafała było tylko 20:18. Niestety w kluczowych momentach zawodziła koncentracja – trzy razy w drugiej odsłonie puławianie mogli złapać kontakt bramkowy z rywalem, ale za każdym razem traciła piłkę w prosty sposób. Z takim rywalem jak Mistrz Polski takich błędów popełniać po prostu nie można. Mimo walki do końca kielczanie utrzymywali 2-3-bramkową przewagę. Dopiero w ostatniej sekundzie meczu piękny rzut Antoniego Łangowskiego dał kontaktowego gola, ustalając ostatecznie wynik tego bądź co bądź wyrównanego meczu.

Puławianie zagrali na pewno dużo lepiej niż w starciu z Orlen Wisła Płock. Na dwie kolejki przed końcem sezonu wlali w serca kibiców sporo optymizmu. Jeśli tak zagrają w ostatniej kolejce z Górnikiem Zabrze, wymarzone brązowe medal na pewno na pewno będą w ich zasięgu.

Łomża Vive Kielce – Azoty-Puławy 30:29 (13:10)
Łomża Vive:
Wolff, Kornecki – Sićko 6, Dujshebaev 6, Gudjonsson 5, Tournat 4, Kulesh 3, Fernandez 2m Karalek 2, Karacic 1, Moryto 1, Olejniczak, Lijewski, Surgiel,
Azoty-Puławy: Bogdanov – Przybylski 8, Akimenko 5, Jurecki 5, Łangowski 4, Dawydzik 4, Jarosiewicz 3, Podsiadło, Szyba, Kowalczyk, Seroka.