Rafał Przybylski: mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni tak długi rozbrat z treningami

Od nieszczęśliwej kontuzji Rafała Przybylskiego minęło ponad dwa miesiące. Prawy rozgrywający stracił wówczas niemalże cały okres przygotowawczy do sezonu, a także kilka oficjalnych meczów. To pierwsza tak poważna kontuzja Rafała. – Mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni tak długi rozbrat z treningami – mówi zawodnik.

Od Twojej kontuzji na treningu minęło dokładnie 80 dni. Pisaliśmy wtedy, że jesteś unieruchomiony na minimum cztery tygodnie, czyli niecały miesiąc. Powrót do treningów dosyć mocno się przedłużył. Czym było to spowodowane?

Rafał Przybylski: Po dwóch tygodniach od kontuzji złamana kość nie zrastała się tak, jak powinna. Lekarz zdecydował, że w tym wypadku najlepszym i najszybszym sposobem na powrót do zdrowia będzie zabieg operacyjny. Konieczne było wstawienie śruby. Czas rekonwalescencji po zabiegu to minimum sześć tygodni. Dopiero po tym czasie mogłem wrócić do normalnych treningów z zespołem.

Pamiętasz dokładnie co się wtedy stało, jak doszło do tej kontuzji?

Trenowaliśmy wtedy szybki atak. Biegliśmy całym zespołem do kontrataku. W ostatnim momencie chciałem zmienić kierunek i poczułem ból. Na początku myślałem, że może trochę uciekła mi kostka. Do końca treningu zostało dwie, może trzy minuty, więc dograłem te kilka akcji. Wtedy zaczęło boleć już mocniej. Od razu po zakończonym treningu pojechałem na SOR, gdzie zrobiono mi prześwietlenie. Okazało się, że złamana jest piąta kość śródstopia.

To Twoja pierwsza tak poważna kontuzja, czy zdarzały się już wcześniej tak długie przerwy w grze?

Tak długiej przerwy w grze jeszcze nie miałem. Wiadomo, zdarzały się skręcone kostki, złamany palec, czy nawet nos, ale nigdy nie miałem żadnego zabiegu, ani przerwy dłuższej niż dwa, trzy tygodnie. Mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni tak długi rozbrat z treningami.

Nie obawiałeś się trochę, że może być ciężko Ci wrócić do pełnej sprawności po takiej kontuzji?

Lekarz zapewnił mnie, że po założeniu tej śruby nic złego nie ma prawa się z tą nogą stać. Nie była to też tak poważna kontuzja jak np. zerwanie więzadeł, gdzie przerwa może trwać nawet rok, ale nawet po takich ciężkich urazach zawodnicy wracają do sportu i mogą dalej grać. Po tym zabiegu na pewno moja noga będzie mocniejsza. Wiadomo, że ciężko jest wrócić, bo trenuję już w pełnym wymiarze i organizm dostaje dwa razy tyle, co reszta chłopaków, którzy są już w treningu od dłuższego czasu, ale przeżyję to. Myślę, że w ciągu tygodnia, może dwóch dojdę już do takiej sprawności, że nie będę odczuwał treningów dwa razy mocniej niż inni.

Pod koniec sierpnia zacząłeś pojawiać się na treningach w hali i pracowałeś za boiskiem indywidulanie z fizjoterapeutą. Wcześniej trenowałeś w domu?

Pierwszy tydzień po operacji miałem odpoczywać, leżeć z nogą do góry. Po tygodniu szwy zostały zdjęte i mogłem już w bucie ortopedycznym normalnie jeździć na rowerku stacjonarnym. Otrzymałem indywidulany plan treningowy. Ćwiczyłem pod trybunami w hali sportowej i wzmacniałem drugą nogę, która przy kontuzjowanej prawej, była trochę mocniej obciążana. Powoli dochodziłem do etapu, w którym jestem teraz – mogę już zdjąć buta i zacząć grać z chłopakami.

Czy oprócz treningów w domu miałeś jakieś specjalistyczne zabiegi, które mogły przyspieszyć regenerację?

Klub wynajął specjalistyczny sprzęt, EXOGEN. Teraz nie da się sprawdzić w jakim stopniu ta maszyna przyspieszyła regenerację, ale uważam, że dużo pomogły mi zabiegi. EXOGEN generuje fale ultradźwiękowe o niskiej częstotliwości, które pomagają w 38-39 procentach zrastać się kościom. Wierzę, że dzięki temu na pewno wróciłem szybciej.

Jak przywitali Cię koledzy, kiedy po raz pierwszy wszedłeś do hali po tak długiej przerwie?

Tak naprawdę do hali wchodziłem codziennie. Wiadomo, że jak już rozpocząłem treningi z nimi, to myślę, że byli zadowoleni. Nie jest to miłe, kiedy cała drużyna gra, a kontuzjowany zawodnik siedzi na meczach na trybunach, nie może wejść na boisko i pomóc. Jeszcze gorzej jest na meczach wyjazdowych. W pierwszych meczach po powrocie na pewno się przydam na zmianę, a potem, jak już wejdę w normalny tryb meczowy, a mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej, minut na boisku będzie więcej i koledzy będą mieli ze mnie korzyść.

Twoje leczenie oficjalnie zostało już zakończone. Odczuwasz jeszcze jakiś dyskomfort w kontuzjowanej stopie, czy jesteś już w stu procentach gotowy do gry? 

Lekarz powiedział, że mogę już trenować w pełnym wymiarze. Czuję dyskomfort w nodze, bo przez osiem tygodni praktycznie nie była obciążana w pełnym wymiarze. Teraz noga musi dojść do sprawności. Odczuwam jeszcze jakieś bóle. Najważniejsze jest jednak to, że wyleciało mi to już z głowy. Wiem, że mam się nie bać i normalnie trenować. Wierzę, że ten ból przejdzie jak najszybciej, bo nikt przecież nie lubi grać i żyć z bólem. Mam nadzieję, że stopa wkrótce wróci na właściwe tory i będę mógł normalnie funkcjonować i całkowicie zapomnieć o tym urazie.

Po pierwszym meczu PGNiG Superligi dokładnie takiej samej kontuzji nabawił się skrzydłowy, Piotr Jarosiewicz. W jego przypadku jednak od razu zdecydowano się na zabieg. Uważasz, że była to dobra decyzja?

Oczywiście, że tak. Ze mną była taka sytuacja, że lekarz powiedział, że przetrzymamy dwa tygodnie i sprawdzimy, czy kość się zrasta. Niestety nie zrastała się prawidłowo. Można było zrobić to od razu, ale ktoś musiał być tym przykładem, przetrzeć szlaki. Myślę, że u Piotrka podjęto bardzo dobrą decyzję i wróci na pewno szybciej niż ja. Powrót po zabiegu do normalnego funkcjonowania trwa około sześciu tygodni. U mnie od operacji do zakończenia leczenia minęło siedem tygodni.

Ominęły Cię w sumie trzy mecze w Superlidze, dwa w EHF Lidze Europy i jeden w Pucharze Polski. Widzieliśmy, że kibicowałeś kolegom z drużyny zza szklanego ekranu telewizora oraz w hali sportowej w Puławach. Co czułeś oglądając grę swojej drużyny w telewizorze i w hali, ale zza boiska?

To dziwne uczucie, gdy jest się zawodowym sportowcem. Dziwnie jest siedzieć na trybunach albo przed telewizorem i patrzeć jak koledzy walczą na boisku i cieszą się po wygranych meczach, jak się nakręcają. Nie mogłem ich wesprzeć chociażby dobrym słowem jak coś szło nie tak, jak powinno. Zupełnie inaczej jest już nawet wtedy, kiedy siedzi się na ławce rezerwowych.

O ile w Superlidze drużyna radzi sobie świetnie i wygrywa mecz za meczem, o tyle występy w EHF zostały już zakończone. Jak sądzisz, czy z Tobą na parkiecie w rozgrywkach EHF-u mógłby być inny wynik?

Tego już nigdy się nie dowiemy, bo nie byłem na parkiecie i w tym sezonie już nie będzie mi dane pokazać się w rozgrywkach europejskich. Możliwe, że kogoś bym mógł odciążyć, gdyby ta kontuzja przydarzyła się wcześniej i gdybym szybciej wrócił. Nigdy nie wiadomo co by się stało, teraz można już tylko gdybać.

Co możesz powiedzieć po trzech, dosyć pewnych wygranych meczach w Superlidze? Po Twoim powrocie zespół będzie jeszcze mocniejszy. Czujesz, że tę drużynę stać na medal?

Mam nadzieję, że będzie mocniejszy i myślę, że wszyscy sobie tego życzą. Oczywiście, że stać nas na medal. Widać, że mamy bardzo mocną drużynę w tym sezonie, wspartą bardzo dobrym i doświadczonym zawodnikiem, jakim jest Michał Jurecki. W bramce nowy nabytek Mateusz Zembrzycki radzi sobie świetnie. Naszym celem minimum jest trójka, ale każdy z nas mierzy wysoko i mam nadzieję, że w tym sezonie uda się osiągnąć coś więcej.

Jak ocenisz grę swojego rywala, Michała Szyby podczas Twojej nieobecności?

To był bardzo ciężki okres dla Michała, bo tak naprawdę był na tej pozycji sam. Trener eksploatował go dosyć mocno. Uważam, że w tych wszystkich meczach, w których zagrał spisał się znakomicie. Super sobie z tym poradził i oby tak dalej.

Rywalizacja na prawym rozegraniu po Twoim powrocie ponownie się zaostrzy. Ile czasu dajesz sobie, by wrócić do wyjściowego składu?

O tym, kto gra w wyjściowej siódemce decyduje trener. Tak naprawdę my się możemy bić, a trener może mieć swoją wizję. Nigdy nie było tak, żebyśmy nie wiadomo jak walczyli i obrażali się na siebie, że ktoś gra w pierwszym, a ktoś w drugim składzie. Najważniejsze jest dobro drużyny i żeby każdy dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa.